poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Jak samemu zrobić pomadkę ochronną do ust.

Ostatnio byłam na rockowym festiwalu w Cieszanowie. Dlaczego o tym wspominam? Tam właśnie życie wręcz mnie zmusiło do stworzenia pomadki nawilżającej i ochronnej do ust. Przez 3 dni koczowania pod namiotem nie posiadałam niczego co przywróciłoby moim ustom normalny, zdrowy wygląd, a pomadki za 3pln w lokalnych sklepach za bardzo odstraszały składem :D

Tak więc po przyjeździe do domu ostro wzięłam się za zrobienie własnej pomadki. Jak na razie jest to pomadka do smarowania palcem, ale ponoć nadaje się ona również do wlania do opakowania po starej pomadce i będziemy mieć pomadkę w sztyfcie.

Zrobienie jej zajęło mi...10minut ;) skład wymyśliłam sama, z tego co miałam, kierując się zasadą, że jeśli coś w temperaturze pokojowej jest stałe, a po podgrzaniu zmienia się w ciekłe tooo jak pomieszam to razem w stanie ciekłym, to po przelaniu do pojemniczka zmieni się w konsystencję "pomadkową" ;D


Użyłam więc:
* wosku pszczelego (jest stały, świetnie nadaje się do utwardzenia pomadki, poza tym ma genialne właściwości kosmetyczne, ale o tym napiszę kiedyś osobno)
* masła Shea (również stałe w temperaturze pokojowej, ciekłe w temperaturze ciała)
* oleju kokosowego (wiadomo, również stały w temperaturze pokojowej, a przy temperaturze ciała staje się płynny)
* oleju ze słodkich migdałów (ciekły, ale przy wosku to nie przeszkadza, a olej ten uwielbiam)
* dodatków: allantoiny, witaminy E, B5
* miód
* olej rycynowy (idealny dla ust, ładnie nadaje połysk)

* pojemniczka z Rossmana za chyba 1.29 pln
* pojemnik na oleje i łaźnię wodną

Jak więc wykonać to cudo?

Dodajemy do małego pojemniczka (ja dałam do kieliszka) około łyżeczki wosku pszczelego, 1/2 łyżeczki masła Shea, łyżeczka oleju kokosowego i 1/2 łyżeczki oleju ze słodkich migdałów, kilka kropel ilejku rycynowego (ja dodałam ok. 4). Wosk dobrze jest zetrzeć na tarce albo zeskrobać łyżeczką - szybciej się rozpuści.
Otrzymałam takie oto coś:



Następnie wlewamy do innego pojemnika wodę  na wysokość paru centymetrów, podgrzewamy ją do wrzenia. Wkładamy do niej nasz pojemniczek z olejami i woskiem i rozpuszczamy, staramy się, żeby wrząca woda nie wpadała nam do naszych rozgrzewanych tłuszczów. Dobrze by było, żeby woda wrzała jak najmniej, czyli na najmniejszym ogniu, aby nie doprowadzić do wrzenia olejów.
Przy rozpuszczaniu lekko mieszałam patyczkiem do szaszłyków :D

Otrzymaną mieszaninę olejów i wosku wyciągamy z wody, lekko studzimy (lekko, bo jak nam zacznie stygnąć, to nie przelejemy do pojemniczka), dodajemy dodatki (ja dodałam 5 kropel witaminy E, 2 krople D-panthenolu i troszeczkę allantoiny), miód (ok. 1/3 łyżeczki). Można dodać olejek eteryczny, ale ja wolę bezwonne pomadki.


Po przelaniu do pojemniczka bądź sztyftu należy odczekać chwilę, aż pomadka osiągnie pożądaną konsystencję. Proszę bardzo - masz już własną pomadkę, o znanym składzie ;) czego chcieć więcej do szczęścia :)


A na koniec piękna żaba, a dokładniej mała żabka, którą posadziłam na drzewie w Cieszanowie, a która strasznie bała się z tego drzewa zejść :D Jest piękna, aż się pochwalę :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz