sobota, 30 sierpnia 2014

Odżywczy, półtłusty i dobrze nawilżający krem surowy - jak zrobić krem w domu?

Czytałam sporo odnośnie kremów z lodówki, kremów świeżych i bez konserwantów. Niestety ceny kremów są zdecydowanie zawyżone jak dla mnie. Dlaczego? Ponieważ po zrobieniu własnego takiego kremu i przeliczeniu kosztów jego wykonania stwierdzam że cena takiego świeżego kremu (jeśli nie chcemy inwestować w dodatkowe składniki aktywne) to nie więcej jak 10pln.

Po co robić własny krem?

Każdy krem o długiej dacie ważności posiada sporo konserwantów. Konserwanty dodawane są do kosmetyków w celu przedłużenia ich ważności. Działają one na zasadzie wyniszczania mikroorganizmów w kremie. Niestety niszczą również florę bakteryjną na naszej skórze, uwrażliwiając ją na czynniki zewnętrzne. Przez to skóra może być podrażniona i zaczerwieniona.
Czasami konserwanty posiadają alergizujące związki rtęci i chloru.

Wasz zrobiony krem nie będzie musiał posiadać tych substancji jednak będzie miał również krótszą datę ważności - mniej więcej od 2 do 4 tygodni w lodówce. Dłużej (czyli 4 tygodnie) będzie leżał krem, który nabierać będziemy jakąś szpatułką a nie palcem, ponieważ na palcu mamy bakterie i jak one dostaną się do kremu to wcześniej nam go skolonizują :D
Ewentualnością może być zakupiony jakiś naturalny konserwant który przedłuży trwałość kremu do 6 miesięcy, lub klasyczny spirytus 96% :D

Kolejną zaletą robionego przez nas kremu jest korzystanie z takich olejów jakie służą naszej skórze. Nie każdy rodzaj skóry przyswaja każdy rodzaj oleju. Takim przykładem może być np. : olej słonecznikowy jest olejem lekkim więc dobrze służy skórze tłustej, olej lniany - trądzikowej, natomiast olej z nasion wiesiołka dla skóry suchej i dojrzałej.
Szukając więc składników kremu przeszukajcie internet i dowiedzcie się czy leżący gdzieś w szafce olej na pewno wam będzie służył, czy szkodził. Czasem lepiej jest dołożyć parę groszy i kupić pół litry oleju, który pomoże naszej skórze. Z części zrobi sie krem a reszta może posłużyć jako wcierka do włosów albo substytut do zrobienia pomadki ;D

Jak zabrać się za zabawę z własnym kremem?

W sumie  robienie kremu to bardzo prosty proces - rozpuszczanie tłuszczu, podgrzewanie wody i połączenie składników :)
Tłuszcz nie łączy się z wodą więc potrzebny nam będzie emulgator - czyli związek, który połączy ze sobą dwie nie mieszające się substancje. Jedna substancja musi być cieczą. Emulgacja pozwoli nam na uzyskanie emulsji czyli rozproszonego jednego związku w drugim . W naszym wypadku to rozproszone w sobie olej i woda. Bardzo dobrym emulgatorem jest naturalny wosk pszczeli, posiadający poza właściwościami emulgującymi, właściwości pielęgnacyjne.

Krem ten będzie typu W/O czyli rozpraszamy wodę w oleju. Tego typu kremy są konsystencji właśnie kremu, ponieważ olej w wodzie to już emulsje i mleczka.

Tak więc do wykonania kremu potrzebujemy:
*** oleje
*** wodę, lub jakiś napar typu herbata, macerat na bazie wody destylowanej
*** emulgator (ja stosuję wosk pszczeli)
*** glicerynę (opcjonalnie - dla otrzymania lepszego nawilżenia)
*** ewentualny konserwant i substancje dodatkowe

*** pojemnik do mieszania kremu
*** pojemniczek na fazę wodną
*** blender
*** waga i termometr elektroniczny

Tak więc teraz krok po kroku...

1. Tworzymy fazę olejową:
Ważymy oleje , dodajemy do nich wosk pszczeli.
Ja dodałam:
- 90g oleju ze słodkich migdałów
- 10g masła karite (Shea)
- 8g oleju kokosowego
- 15g wosku pszczelego (czyli ok. 6% emulgatora w stosunku do masy całego kremu)
Mieszaninę tą podgrzewamy do rozpuszczenia maseł i wosku. Nie należy doprowadzić do wrzenia bo nasz wosk straci swoje właściwości. Można rozpuszczać stopniowo w łaźni wodnej albo w mikrofalówce, choć mikrofalówkę ciężko wyczuć. Temperatura fazy tłuszczowej ma być taka jak fazy wodnej. Ja miałam ok. 25stC. Jeśli nie macie termometru można wstawić fazę olejową i wodną do pojemniczka z wodą - wyrównają się wtedy ich temperatury.


2. Tworzymy fazę wodną:
Należy zważyć wodę (lub coś innego, co wodę nam zastąpi), dodać do niej glicerynę.
U mnie faza wodna to:
- 119g hydrolatu z zielonej herbaty
- 1/2 łyżeczki gliceryny
Musimy wymieszać razem oba składniki i podgrzać do temperatury oleju.
Można 5% fazy wodnej zastąpić spirytusem 96%, lub 10% fazy wodnej wódką czystą. Będzie on konserwował nasz krem, a tak małe stężenie w kosmetyku nie wysuszy skóry. Ja dodałam ok. 5g spirytusu, ale dopiero po stworzeniu kremu, czyli PO połączeniu fazy wodnej z olejową.

I teraz zabawa właściwa czyli robienie kremu:

Do oleju dodajemy stopniowo fazę wodną, mieszając przy tym za pomocą blendera. 

Należy wykorzystać całą frakcję wodną. Takie łączenie faz może zająć nam troszkę czasu.
Nie wolno dolewać frakcji wodnej do tłuszczowej gdy poprzednia porcja jeszcze się nie połączyła.
Za koniec uznajemy utworzenie się jednolitej masy - emulsji. 
Moja była koloru lekko żółtego, ze względu na kolor wosku pszczelego.
Na koniec dodajemy konserwant (kupiony lub własny typu: spirytus) oraz dodatki: kwas hialuronowy, alantoinę, witaminy lub inne.
Ja do swojego kremu dodałam witaminę E, alantoinę i azeoglicynę. 
 Utworzony kremik przekładamy do wysterylizowanego pojemniczka (za pomocą wrzątku lub spirytusu) dla dłuższej możliwości przechowywania i użytkowania.

Z tego przepisu ma się mniej więcej 250ml kremu. Jeśli nie macie z kim się podzielić to część można zamrozić, będzie idealny jak skończy się poprzednia porcja.

Informacje dodatkowe:
- krem może się lekko rozwarstwiać w lodówce. Nic się nie dzieje, to normalne. Po prostu za krótko krem był mieszany i fazy się nie dokładnie połączyły;
- pojemniczki i blender po tej zabawie będą dość...ciężkie do wymycia. Polecam zrobić trochę wrzątku z płynem do naczyń i blenderem ją zmiksować, ostrze się wtedy oczyści. Na wierzchu zbierze się tłuszcz, można go zlać i wymyć resztę uporczywych po-kremowych naczyń;
- można mieszać zawartości olejów i ich ilości w zależności od upodobań ale zawartość emulgatora musi być procentowo zachowana, inaczej krem wam się nie połączy.

Ja ze swojego kremu jestem zadowolona, mam odżywczy krem na noc. A na zimę będzie jak znalazł :D tylko muszę wtedy nową porcję zrobić.
Ciekawe...czy wam się udało już taki zrobić?

9 komentarzy:

  1. Ale ciekawy blog, cieszę się, że tutaj trafiłam ;) A krem spróbuję kiedyś zrobić sama - ileż to satysfakcji przecież! :) I wiadomo co w nim jest ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Czy można Cię jakoś zasubskrybować, żeby być na bieżąco? (chodzi mi o np. gadżet obserwatorzy, facebook, bloglovin...)

      Usuń
    2. cieszę się, że mój blog przypadł Ci do gustu :) krem polecam robić, a przede wszystkim dla jeszcze większej satysfakcji mieszać składniki ;)

      nad subskrypcją postaram sie w tym tygodniu popracować, jeszcze nie do końca ogarnęłam ten blog :D

      Usuń
    3. Koniecznie muszę spróbować zrobić taki krem :) I czekam na "obserwatorów" ;)

      Usuń
  2. Szkoda że nie trafiłam tu wczesniej ile ja się naszukałam info na temat jak zrobic krem z woskiem pszczelim jako emulgatorem .....a ja naczynia po robocie jeszcze ciepłe wycieram papierowym ręcznikiem całt ten tłuszcz i łuj a dopiero potem myje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o dzięki :) w sumie masz rację, zawsze to lepiej jak mniej kremu zostanie do zmycia :D
      a ja info o tym znalazłam na Ziołowym zakątku chyba :)

      Usuń
    2. ja tam też trafiłam ale dopiero wczoraj

      Usuń
  3. Bardzo dziękuję za przepisy, miło spędzić tu czas.Pozdrawiam serdecznie, też chcę być na bieżąco!

    OdpowiedzUsuń